header image
 

Anna Pasek 18.08.1982 - 04.07.2007

[*]

nie jestem w stanie nic więcej teraz napisać…

A jednak…

postanowiłem wrócić do wordpress.com. Zadziwiająco mi tu było dobrze. Z racji tego całego łebdwazerowego halo powstał swego czasu rewelacyjny filmik, który zamieszczam poniżej.

Jestem

zwykle miły, przejebany, nieodpowiedzialny, nieprzewidywalny, czasem błyskotliwy, często zjebany, zazdrosny gdy nie muszę, nie zazdrosny gdy powinienem, skomplikowany, zarazem prosty, zawsze zagubiony, zazwyczaj uśmiechnięty, nonstop wkurwiony, a kto nie jest?

“Każdy ma chwile, że by to wszystko jebnął
I patrzy w lustro jak łzy mu ciekną
Ale go nie razi światło
To razi świat, co
Upokarza, uczucia zamraża
Takie sytuacje stwarza
Że masz wszystkiego dosyć
Ile można od życia w serce przyjmować ciosy? ”

Zarzut

“Nigdy nie mówisz, co czujesz”

“Nie wiem, co tak naprawdę czujesz”

“Nie mówisz o swoich uczuciach”

etc. …

Werdykt:winny

Nie umiem.

Dzień dobry, miłego dnia

od taki proste słowa na początek dnia, a jeśli powiedziane przez miłą osobę, ze szczerym uśmiechem, potrafi poprawić humor na cały dzień.

Dzień dobry i miłego dnia! :)

Eksperyment

Do wczoraj sam namiary na to miejsce podałem 4 osobom, dodatkowo przynajmniej 3 znalazły go same. Ogólnie rzecz ujmując, nie chwaliłem się nim. Chyba przede wszystkim z powodu jego zbyt słabo sprecyzowanego charakteru. Od kolejny szary blog w sieci, jeden z milionów innych. W taki właśnie sposób, blog sobie leżał tutaj 2,5 miesiąca. Średnia oglądalność na poziomie 7-8 odsłon dziennie (niestety staty wordpress.com nie są zbyt szczegółowe). Z tym, że wahania były duże od 2 w środku tygodnia do 51 w niedziele chyba 3 tygodnie temu (z moich obserwacji na tym blogu, ludzie najczęściej zaglądają w niedziele).

Wczoraj postanowiłem przeprowadzić mały eksperyment i zobaczyć jak sam opis na gadu może wpłynąć na oglądalność (mam troszkę ponad 100 kontaktów). Tak więc, o 00:10 w poniedziałek zmieniłem opis na moim komunikatorze na adres tego miejsca. I oto co wyszło, o 7:15 było - 0 ;], o 9:30 - 2, 16:50 - 15, ale jak każdy chyba się domyśla najwięcej ludzi serfuje wieczorami, i tak w momencie pisania tego posta mam ich 88. Hmm to bardzo ciekawe, bo liczyłem, że pobiję mocno najlepszy poniedziałek, a tu pobiłem najlepszą niedzielę i to o ponad 50%.

Dziękuję za uczestnictwo w moim małym eksperymencie i przepraszam, że was troszkę wykorzystałem ;].

A, bym zapomniał, ładny wykres nie?

wykresik.gif

Głupota

potępiać, ignorować czy akceptować - oto jest pytanie.

I don’t want to be anything other than me

Me, myslef and I” I don’t want to be
Anything other than what I’ve been trying to be lately
All I have to do
Is think of me and I have peace of mind
I’m tired of looking ’round rooms
Wondering what I’ve got to do
Or who I’m supposed to be
I don’t want to be anything other than me

April

Oj to już połowa kwietnia, a ja jeszcze nic nie napisałem. Ale co tu dużo ukrywać, cholernie zajęty byłem. Ale od początku…

W pierwszym tygodniu kwietnia, a dokładnie 3-4.04.07 spędziłem w Warszawie, na konferencji Internet 2K7 organizowanej przez InternetStandard.pl. Mówi się, że może być to najważniejsza konferencja branżowa traktująca o rynku internetowym w naszym kraju. Osobiście, żadnych nowości tam się nie dowiedziałem, a część prelekcji zamiast podchodzić do tematów obiektywnie, była po prostu reklamą. Warto jednak zaznaczyć, że najlepszym punktem konferencji było wieczorne spotkanie, przy piwku w knajpie Foksal 19, gdzie naprawdę można było na luzie i bez krawata podyskutować na konkretne tematy z ciekawymi ludźmi. Liczę, że w przyszłym roku też uda mi się na tej konferencji być, a może zrobią ją po prostu w Krakowie, bo i tak stanowiliśmy 2/3 uczestników ;].

Po konferencji na półtora dnia wróciłem do Krakowa, a w piątek popołudniu na Święta do rodziny. I tutaj chyba od razu w piątek miła niespodzianka, zaskakujące spotkanie z kimś, z kim nie miałem kontaktu prze 8 lat. Zaskakujące, bo po tych 8 latach mieliśmy dużo wspólnych tematów do rozmowy, paradoksalnie więcej niż kiedyś. Mam nadzieję, że jest to kontakt odświeżony już na stałe i jeszcze nie jedno piwko wypijemy ;].

lanie.jpgNo i przyszedł lany poniedziałek. Tradycja nakazała, jak co roku, zapakować się z ekipą znajomych i oblać resztę wspólnych znajomych. Udało się :), kilka ostrych potyczek, setki litrów wody, moja obdarta twarz z lewej strony, po tym jak odchyliłem twarz, bo dostałem prosto w nią (dzięki Łysy;]), taaak, to był dobry dzień. Wieczorem podsumowaliśmy święta, paroma piwkami i drinkami - rewelacja ;].

Wtorek, wieeeelki kac, nie mogłem usiedzieć w biurze. Natomiast we środę uczestniczyłem w bardzo fajnym szkoleniu “Podstawy zarządzania projektami, szkoda, że tylko jeden dzień. Pozwoliło mi to jednak usystematyzować moją wiedzę z tego tematu i moje miesięczne doświadczenie na tym polu.

W czwartek rano byłem świadkiem ciekawej sytuacji na ul. Mont Cassino, mianowicie jadąc jak codzień 116, patrze a tam dwóch kolesi przeskakuje przez barierki oddzielające ulicę dla ruchu samochodów a część dla autobusów, a zaraz za nimi zatrzymuje się na piskach patrol prewencji. Pierwszy z gości, cudem zdążył przebiec przed autobusem, drugi utknął na barierce, a panowie w mundurach dosyć konkretnie go na auto rzucili. Zaciekawiony, zastanawiałem się o co chodzi, gdy dojrzałem na 1m przed radiowozem, ustawione w poprzek obu pasów ruchu materace. Jak się okazało, dwóch yntelygentów postanowiło wypróbować refleks zaspanych kierowców, rozłożyli sobie materace, tamujące cały ruch na trasie, położyli się i zaczęli pić piwo. Nie no robiłem różne głupie rzeczy w życiu, ale zagrażające tylko mnie, ale to była kosmiczna głupoto, szkoda, że ten pierwszy zdążył uciec…

Czwartek wieczór standardowo - siatka! :), tym razem jednak dostaliśmy po dupie, jakoś słabo byliśmy zmobilizowani, ale za tydzień się odegramy! Żadnej taryfy ulgowej!

To co jednak zrobiłem w piątek (13-tego) nad ranem, to mistrzostwo świata. Zasnąłem, nad laptopem w “opakowaniu”. Przebudzony nad ranem przez współlokatorkę, wybierającą się do pracy, postanowiłem zamknąć drzwi do pokoju i dospać resztę nocy. No więc doczołgałem się do drzwi, zamknąłem, i już rozluźniony chciałem jak najszybciej się położyć. No więc odwróciłem się szybko, przez prawe ramię, by bezwładnie rzucić swoje zwłoki na materac ale… uderzyłem nosem w kant ściany… Nie będę się rozpisywał, że pierwsza myśl to pogruchotany ;], no ale cóż dzisiaj dalej opuchnięty i obdarty, kości chyba jednak całe. Mam nadzieję, że jednak nie będę w przyszłości chrapał jak smok ;].

I to tyle w skrócie, z ostatnich dwóch tygodni.

Chciałbym być zawsze…

…niewinny i prawdziwy

…pełen wiary i nadziei