O Ani… jeszcze parę słów
Nie chciałem już nic pisać, w sumie nie wiem czy powinienem, ale wracając dzisiaj z pracy przypomniałem sobie nasze kłótnie (oj było ich trochę), a raczej to w jaki sposób potrafiła wyłożyć mi swoje racje, ja krzyczałem a ona spokojnym, pewnym siebie tonem po prostu wykładała mi swoje argumenty (doprowadzała mnie tym do białej gorączki), ale potem potrafiła pierwsza wyciągnąć rękę, przyjść i po prostu się przytulić… Nie dało się wtedy być twardym.

Kiedyś, jeszcze na Meiselsa, siedzieliśmy z Kojem przy “studenckiej wodzie życia” i wpadłem na głupi plan, fajnie by było przejechać sobie Europę, wziąłem mapę, nakreśliłem jakąś tam trasę, Ania od razu złapała zajawkę. W parę dni zorganizowała ekipę i transport. Jak mała lokomotywa, jak już się rozkręciła, to nic jej mogło stanąć na drodze.

To Ania mnie nauczyła jeździć na desce, pamiętam, że spędziła wtedy ze mną cały dzień ucząc mnie skręcać. Dała mi wtedy taki wycisk, że nie mogłem się ruszać kolejne dwa dni. Ale się nauczyłem, zresztą zawsze powtarzała, że jest ze mnie dumna… No bo kto inny miałby później za nią zjeżdżać z trasy zjazdowej, jechać pół kilometra przez las, obijając się o każde drzewo i co chwila leżąc w śniegu, a wszystko to po to, by wyjechać na polanę pokrytą puszystym śniegiem, którą Ania dojrzała idąc na wyciąg.
Właśnie patrzę na zdjęcie, na którym wiozę Anię o 7 rano po Salzburgu, brzegiem rzeki… w wózku sklepowym, jaka inna dziewczyna (na trzeźwo) by to zrobiła?
Zresztą gdyby nie Ania to pewno by mnie nawet w Krakowie nie było, bo bym matury nie zdał, zresztą Koj również. Wzięła nas obu do Mokrzeszy, tam zakuła do biurek i wbijała do głowy 4 lata lekcji języka polskiego.
Naprawdę nie wiem skąd ona brała siły na to wszystko. Nawet po tylu latach, to ona ciągała mnie na ściankę, na piwo i opierdzielała, że się mało odzywam. Tak bardzo żałuję, że tak właśnie nie robiłem. Paradoksalnie, kiedy w końcu się zebrałem, żeby zadzwonić i napisać, to chwilę później zostawiłem telefon w taxi. Jej ostatnich słów do mnie nawet nie odczytałem…

Aniu przeszliśmy razem wiele, nasza przyjaźń miała liczne wzloty i upadki. Ale zawsze, zawsze byłaś jedną z najbliższych w moim życiu mi osób.
Dalej mam czapkę, którą mi dałaś x lat temu i te koraliki które mi przywiozłaś z Chorwacji, i tego miśka białego a także mnóstwo innych rzecz, które zawsze będą mi o Tobie przypominały, na każdym kroku.
Nie będę się z Tobą żegnał, bo będziesz zawsze żyła w moim sercu, z tym rozbrajającym, pokazującym wszystkie górne zęby uśmiechem…
P.S. Rodzice Ani prosili mnie bym podziękował wszystkim, którzy dzwonili, pisali a przede wszystkim pamiętali o Ani. Pogrzeb odbędzie się w czwartek 12 lipca o godzinie 16, w kościele Św. Antoniego w Dąbrowie Górniczej-Gołonogu (na górce). Jakby ktoś nie mógł trafić to piszcie karol.tyde[malpa]gmail.com


Dziękuję Ci Karol za te strony, zdjęcia..mimo iż każda wizyta tutaj kończy się łzami..
I masz racje, ja też się nie żegnam..Ania i w moim sercu już od dawna ma bezterminową miejscówkę,
“Ci, co odchodzą,
Wciąż z nami są.
I żyją sobie
Obok nas.
Patrzą z miłością
Na nasze dni I
Czasem się śmieją
Przez łzy.
Ci, co odchodzą
Wciąż z nami są.
Czujesz ich pomoc,
Gdy jest źle.
Więc gdy z ciemnością
Rozmawiasz, to…
Oni Cię widzą,
Oni są.”
[...] O Ani… jeszcze parę słów Nie chciałem już nic pisać, w sumie nie wiem czy powinienem, ale wracając dzisiaj z pracy przypomniałem sobie […] [...]
Top Posts « WordPress.com powiedział Środa, 11 lipiec, 2007 @ 12:00 am
[...] Original post by tyde [...]
O Ani… jeszcze parę słów | Blog some some Blog powiedział czwartek, 12 lipiec, 2007 @ 7:00 am
Say my name by Within Temptation:
[i]Say my name
So I will know you’re back you’re here again
For a while
Oh let us share
The memories that only we can share
Together
Tell me about
The days before I was born
How we were as children
You touch my hand
These colors come alive
In your heart and in your mind
I cross the borders of time
Leaving today behind to be with you again
We breath the air
Do you remember how you used to touch my hair?
You’re not aware
Your hands keep still
You just don’t know that I am here
It hurts too much
I pray now that soon you’re released
To where you belong
You touch my hand
These colors come alive
In your heart and in your mind
I cross the borders of time
Leaving today behind to be with you again
Please say my name
Remember who i am
You will find me in the world of yesterday
You drift away again
Too far from where I am
When you ask me who I am
Say my name
These colors come alive
In your heart and in your mind
I cross the borders of time
Leaving today behind to be with you again
Say my name[/i]
Sundown dazzling day
Gold through my eyes
But my eyes turned within
Only see
Starless and Bible black
Ice blue silver sky
Fades into grey
To a grey hope that oh years to be
Starless and Bible black
Old friend charity
Cruel twisted smile
And the smile signals emptiness
For me
Starless and Bible black
(KING CRIMSON)
Niedokończona opowieść…
Żegnaj.