April
Oj to już połowa kwietnia, a ja jeszcze nic nie napisałem. Ale co tu dużo ukrywać, cholernie zajęty byłem. Ale od początku…
W pierwszym tygodniu kwietnia, a dokładnie 3-4.04.07 spędziłem w Warszawie, na konferencji Internet 2K7 organizowanej przez InternetStandard.pl. Mówi się, że może być to najważniejsza konferencja branżowa traktująca o rynku internetowym w naszym kraju. Osobiście, żadnych nowości tam się nie dowiedziałem, a część prelekcji zamiast podchodzić do tematów obiektywnie, była po prostu reklamą. Warto jednak zaznaczyć, że najlepszym punktem konferencji było wieczorne spotkanie, przy piwku w knajpie Foksal 19, gdzie naprawdę można było na luzie i bez krawata podyskutować na konkretne tematy z ciekawymi ludźmi. Liczę, że w przyszłym roku też uda mi się na tej konferencji być, a może zrobią ją po prostu w Krakowie, bo i tak stanowiliśmy 2/3 uczestników ;].
Po konferencji na półtora dnia wróciłem do Krakowa, a w piątek popołudniu na Święta do rodziny. I tutaj chyba od razu w piątek miła niespodzianka, zaskakujące spotkanie z kimś, z kim nie miałem kontaktu prze 8 lat. Zaskakujące, bo po tych 8 latach mieliśmy dużo wspólnych tematów do rozmowy, paradoksalnie więcej niż kiedyś. Mam nadzieję, że jest to kontakt odświeżony już na stałe i jeszcze nie jedno piwko wypijemy ;].
No i przyszedł lany poniedziałek. Tradycja nakazała, jak co roku, zapakować się z ekipą znajomych i oblać resztę wspólnych znajomych. Udało się :), kilka ostrych potyczek, setki litrów wody, moja obdarta twarz z lewej strony, po tym jak odchyliłem twarz, bo dostałem prosto w nią (dzięki Łysy;]), taaak, to był dobry dzień. Wieczorem podsumowaliśmy święta, paroma piwkami i drinkami - rewelacja ;].
Wtorek, wieeeelki kac, nie mogłem usiedzieć w biurze. Natomiast we środę uczestniczyłem w bardzo fajnym szkoleniu “Podstawy zarządzania projektami, szkoda, że tylko jeden dzień. Pozwoliło mi to jednak usystematyzować moją wiedzę z tego tematu i moje miesięczne doświadczenie na tym polu.
W czwartek rano byłem świadkiem ciekawej sytuacji na ul. Mont Cassino, mianowicie jadąc jak codzień 116, patrze a tam dwóch kolesi przeskakuje przez barierki oddzielające ulicę dla ruchu samochodów a część dla autobusów, a zaraz za nimi zatrzymuje się na piskach patrol prewencji. Pierwszy z gości, cudem zdążył przebiec przed autobusem, drugi utknął na barierce, a panowie w mundurach dosyć konkretnie go na auto rzucili. Zaciekawiony, zastanawiałem się o co chodzi, gdy dojrzałem na 1m przed radiowozem, ustawione w poprzek obu pasów ruchu materace. Jak się okazało, dwóch yntelygentów postanowiło wypróbować refleks zaspanych kierowców, rozłożyli sobie materace, tamujące cały ruch na trasie, położyli się i zaczęli pić piwo. Nie no robiłem różne głupie rzeczy w życiu, ale zagrażające tylko mnie, ale to była kosmiczna głupoto, szkoda, że ten pierwszy zdążył uciec…
Czwartek wieczór standardowo - siatka! :), tym razem jednak dostaliśmy po dupie, jakoś słabo byliśmy zmobilizowani, ale za tydzień się odegramy! Żadnej taryfy ulgowej!
To co jednak zrobiłem w piątek (13-tego) nad ranem, to mistrzostwo świata. Zasnąłem, nad laptopem w “opakowaniu”. Przebudzony nad ranem przez współlokatorkę, wybierającą się do pracy, postanowiłem zamknąć drzwi do pokoju i dospać resztę nocy. No więc doczołgałem się do drzwi, zamknąłem, i już rozluźniony chciałem jak najszybciej się położyć. No więc odwróciłem się szybko, przez prawe ramię, by bezwładnie rzucić swoje zwłoki na materac ale… uderzyłem nosem w kant ściany… Nie będę się rozpisywał, że pierwsza myśl to pogruchotany ;], no ale cóż dzisiaj dalej opuchnięty i obdarty, kości chyba jednak całe. Mam nadzieję, że jednak nie będę w przyszłości chrapał jak smok ;].
I to tyle w skrócie, z ostatnich dwóch tygodni.

Napisz odpowiedź